Mezze maniche ze śmietanką i zielonymi szparagami – Pasta con panna fresca e asparagi verdi

Cześć! Dzisiaj wracam do Was z szybkim i prostym przepisem idealnym na obecny wiosenny czas – makaronem ze szparagami i śmietanką. Zapraszam do lektury!

Kilka słów wstępu

Mimo buńczucznych zapewnień z kilku ostatnich miesięcy muszę przyznać, że blog przez ten czas niemal leżał odłogiem. Co prawda zrobiłem zdjęcia do kilku kolejnych przepisów, ale pisanie szło mi już zdecydowanie gorzej i od początku lutego nie opublikowałem żadnej receptury. Teraz, gdy lato zbliża się wielkimi krokami, znalazłem nareszcie odrobinę czasu. Mam nadzieję, że jest to jaskółka zmian i uda mi się w końcu wziąć w garść.

Na dzisiaj zaplanowałem coś prostego i szybkiego, co jednocześnie pozwala wykorzystać sezon na szparagi, którego pełnia właśnie przypada. W poprzednim roku czas ten zupełnie przegapiłem i nie spróbowałem tych zielonych pyszności bodaj ani razu. Nie była to jednak moja wina. Po prostu w Katanii (gdzie spędziliśmy całą wiosnę) nie udało mi się ich nigdzie kupić, nie widziałem ich też w menu tamtejszych restauracji. Przyznam, że mnie to zaskoczyło. Cóż, widocznie taka uroda południa. Wszak naszego dzisiejszego bohatera podpatrzyłem w Bolonii, a to dokładnie po przeciwnej stronie włoskiego buta. No dobrze, bez przedłużania, bo jeszcze zastanie nas koniec sezonu. Bierzmy się do roboty!

Potrzebne składniki

Składniki niezbędne do przygotowania naszego dania są bardzo podstawowe i – przynajmniej w okresie wiosennym – łatwo dostępne. Potrzebujemy*:

– 400 gramów zielonych szparagów
– 230 gramów mezze maniche
– 250 mililitrów płynnej śmietanki kremówki
– połowy łyżki masła
– 2-3 łyżek oliwy z oliwek
– dużej szczypty pieprzu
– soli morskiej
– kawałka parmigiano reggiano

*Podane składniki pozwolą na przygotowanie porcji dla dwóch osób.

Wiemy już, czego potrzebujemy, pora zatem przyjrzeć się tym składnikom bliżej. Zacznijmy od głównego bohatera, czyli szparagów. Te w miesiącach wiosennych znajdziemy w większości warzywniaków i sklepów wielkopowierzchniowych. Zachęcam do poszukiwania tych ekologicznych, oczywiście najlepiej polskich. Odradzam warzywa spoza Unii Europejskiej – nie dość, że kontrola nad procesem produkcyjnym jest tam często dużo słabsza, to dodatkowo ich transport na duże odległości przyczynia się do większego zanieczyszczenia środowiska. Do tego przepisu najlepsze będą szparagi średniej grubości (około 10-15 milimetrów średnicy), soczyste i jednocześnie dobrze łączące się z kształtem mezze maniche. Teraz makaron. Jak dotąd nie udało mi się napisać oddzielnego tekstu na ten temat, dlatego jak zawsze dodam kilka krótkich uwag. Wybierając pastę, warto zwrócić uwagę na to, czy była wytłaczana w brązowych sitach (trafilata al bronzo – informacji szukamy na opakowaniu). Metoda ta sprawia, że jej powierzchnia jest chropowata, a co za tym idzie – lepiej łączy się z sosami. Kolor makaronu powinien być jasny, słomkowożółty, niemal biały. Ten o ciemnożółtej barwie zdecydowanie pozostawmy na półce – świadczy ona o zbyt szybkim procesie suszenia i niskiej zawartości białka. Warto także wybierać pastę o dłuższym czasie gotowania. Jest to oznaka jakości, a dodatkowo sprawia, że proces przygotowania i łączenia z sosem staje się bardziej stabilny i przewidywalny. Marki, które mogę polecić to m.in. Gentile, Afeltra, Monograno, La Molisana, Delverde, Sgambaro, Di Martino, Rummo czy Barilla (ta ostatnia oczywiście tylko w wersji czerwonej 😉). Trzy pierwsze to produkty premium – trudno dostępne i stosunkowo drogie. Pozostałe oferują bardzo dobrą jakość w rozsądnej cenie. Dobrego makaronu szukajcie w sklepach specjalistycznych i hipermarketach. W osiedlowych spożywczakach i supermarketach pojawia się rzadko i raczej przypadkowo. Bardzo dobrym źródłem jest również Internet – osobiście najczęściej korzystam z Allegro. Jeśli pytacie jaki kształt pasty wybrać, to ja zdecydowanie polecam rurki o średnim przekroju. Oprócz mezze maniche sprawdzą się tutaj rigatoni, tortiglioni lub pennoni. W zastępstwie rurek dobrym wyborem będą także wstążki, takie jak tagliatelle. Ja zdecydowałem się dzisiaj na mezze maniche marki Liguori. Warto także pochylić się nad jakością nabiału. Zdecydowana większość śmietanek popularnych marek, a także produktów marek własnych dużych sieci, zawiera różnego rodzaju dodatki. Ja najczęściej sięgam po produkty Milkpolu (Czarnocin) lub Kilmeko. Tej samej zasady trzymajmy się przy wyborze masła. Porównałem ostatnio jeden z promocyjnych produktów sprzedawanych przez Lidl, w ramach ich „maślanej wojny” z Biedronką, z masłem irlandzkim marki Pilos z tego samego sklepu. Choć cena tego pierwszego była bardzo atrakcyjna, nie dało się nie zauważyć dzielącej ich przepaści smakowej. Cóż, jak widać wykazanie minimalnej wymaganej przepisami ilości tłuszczu mlecznego nie powinno być dla nas jedynym wyznacznikiem jakości 😉. Do przygotowania makaronu potrzebujemy również parmezanu. Jeszcze kilka lat temu był on dość szeroko dostępny w Polsce, jednak wraz ze wzrostem popytu wiele sklepów zastąpiło go tańszym i produkowanym na większą skalę grana padano. Gdzie zatem szukać parmezanu? Możemy próbować w hipermarketach, ale najlepiej skorzystać z oferty sklepów specjalistycznych z serami lub produktami włoskimi. W Łodzi warto odwiedzić Włoską Robotę lub Krainę Serów, a poza nią – poszukać lokalnie. Dobrym rozwiązaniem pozostaje także Internet, gdzie ceny bywają niższe. Do naszych potrzeb najlepszy będzie umiarkowanie dojrzały parmezan, np. 24-miesięczny – o wyrazistym, ale wciąż świeżym smaku. Jeśli mamy taką możliwość, spróbujmy sera przed zakupem. Powinien być aromatyczny i w żadnym wypadku przesuszony. W ostateczności możemy zastąpić go dobrej jakości grana padano. Nie będę tu szczegółowo omawiał wyboru oliwy – poświęciłem jej już trzy osobne teksty (tutaj, tutajtutaj). Znajdziecie tam zarówno porady zakupowe, jak i recenzje konkretnych produktów. Zapraszam do lektury! Do tego przepisu najlepiej sprawdzi się oliwa o zbalansowanym smaku. Tym razem użyłem Ogliaroli od Frantoio Antonacci, zakupionej w sklepie Ciao Oliwa – z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić (pełna recenzja wkrótce).

Proces przygotowania

Składniki omówione. Pora brać się do pracy! Postępujcie według poniższych kroków:

1. Pracę rozpoczynamy od nastawienia wody na makaron. Nalewamy około trzech litrów do garnka i ustawiamy go na dużym ogniu. Dopiero teraz przystępujemy do przygotowania składników. Szparagi dokładnie płuczemy, aby pozbyć się ewentualnej ziemi i zabrudzeń, zwracając szczególną uwagę na główki (kiedyś się nie przyłożyłem i bardzo tego żałowałem😉). Gdy są już czyste, przystępujemy do obierania. Wiele przepisów każe odłamywać lub odkrawać końcówki trzonów, jednak w mojej ocenie jest to jednak marnotrawstwo. Zdecydowanie lepiej obrać tę część szparaga, ponieważ to głównie skórka jest twarda. Najlepsza do tego będzie ostra obieraczka. Jeśli jej nie macie, użyjcie nożyka, tak jak ja (nie śmiejcie się z efektu – obieranie to nie jest moja mocna strona😉). Jeśli nie wiecie jak grubo obierać, po prostu spróbujcie kawałka. Odkrawamy główki oraz obrane końcówki, a następnie odkładamy je na bok. Nieobrane trzony kroimy na 2-3cm odcinki. Śmietankę przed otwarciem porządnie wstrząsamy, aby stała się jednolita. Możemy też przelać ją do naczynia i wymieszać rózgą. Cebulę obieramy i drobno siekamy. Parmezan ścieramy na tarce o oczkach do ziemniaków (to te wyglądające jak zrobione gwoździem).

2. Składniki przygotowane, teraz przystępujemy do gotowania. Musimy zsynchronizować wszystkie czynności. Zaczynamy od sprawdzenia czasu gotowania makaronu. Moje Liguori potrzebuje około 12 minut i jest to idealny czas na przygotowane całego dania. Jeśli wasz makaron gotuje się krócej lub dłużej, weźcie to pod uwagę (wstawcie makaron nieco później). Kiedy tylko woda zacznie wrzeć, dodajemy kopiastą łyżkę soli oraz makaron. Dokładnie mieszamy całość, aby się nie posklejał (oliwy do wody oczywiście nie dodajemy😉). Na dużym palniku ustawiamy głęboką patelnię, szeroki rondel lub płaski garnek. Naczynie powinno być na tyle duże, aby pomieścić wszystkie składniki i pozwolić na ich swobodne wymieszanie. Podgrzewamy je na średnim ogniu i dodajemy trzy łyżki oliwy oraz masło. Gdy tłuszcz się rozgrzeje, wrzucamy cebulę i smażymy ją, co jakiś czas mieszając, aż się zezłoci (około 3-4 minut). Teraz dodajemy pokrojone trzony szparagów oraz dużą szczyptę pieprzu. Podsmażamy minutę, po czym wlewamy śmietankę. Kiedy ta ostatnia się zagotuje, pora na dodanie makaronu. Wiem – jest jeszcze wyraźnie twardy, ale właśnie o to nam chodzi. Jego gotowanie będziemy kontynuować w małej ilości sosu, co pozwoli uwolnić skrobię i uzyskać bardziej aksamitną konsystencję. Makaron wyjmujemy sitkiem, łyżką cedzakową lub odcedzamy – niezależnie od metody, koniecznie zachowujemy wodę z gotowania (będzie nam ona jeszcze potrzebna). Od razu dodajemy jej na patelnię tyle, by sięgała mniej więcej pół centymetra poniżej poziomu makaronu. Zmniejszamy ogień — całość powinna delikatnie, ale wyraźnie się gotować.

3. Makaron gotujemy w ten sposób do czasu osiągniecia pożądanej miękkości – powinien być al dente, czyli miękki, ale jednocześnie jędrny i lekko twardy w środku. W tym czasie podobną teksturę powinny osiągnąć szparagi, a sos powinien przyjemnie zgęstnieć. Przez cały czas mieszamy i w razie potrzeby dolewamy niewielkie ilości wody, aby uzupełniać odparowany płyn. Po 3-4 minutach dodajemy resztę szparagów i próbujemy makaronu. Powinien być już wyraźnie bardziej miękki, ale nadal lekko twardy w środku. Od tego momentu musimy uważać z dodawaniem kolejnych porcji wody, by zanadto nie rozrzedzić sosu – tylko w razie potrzeby i w małych ilościach. Gdy makaron jest prawie gotowy, doprawiamy go solą (wcześniej tego nie robimy, aby uniknąć przesolenia wskutek redukcji). Dodajemy łyżkę parmezanu i mieszamy. Ponownie próbujemy – jeśli makaron jest al dente, wyłączamy ogień. O ile wszystko przebiegło zgodnie z planem, makaron będzie sprężysty, szparagi miękkie, a sos aksamitny i dobrze otulający składniki. Jeśli coś nie wyszło idealnie — nic straconego, następnym razem będzie lepiej 😉.

4. Gotowy makaron przekładamy na talerze i posypujemy parmezanem. Serwujemy gorący. Buon appetito!

Kilka słów na koniec

No dobrze, dotarliśmy do końca. Jak widzicie, przepis jest naprawdę prosty, a składniki łatwe do znalezienia. Przy jego przygotowaniu zdecydowałem się na technikę zapożyczoną z risotto.  Możecie jednak uprościć cały proces, przygotowując sos osobno i mieszając go z ugotowanym makaronem (pamiętajcie, by dobrze go odcedzić). Efekt będzie nieco gorszy, ale nadal przyzwoity. Z drugiej strony technikę, którą zaprezentowałem tutaj (pokazywałem ją już zresztą kilka razy), możecie zastosować także w innych przepisach, np. w moim przepisie na pastę z gotowaną szynką i zielonym groszkiem.

Na dzisiaj to tyle. Widzimy się – mam nadzieję – wkrótce. W międzyczasie zapraszam Was na mojego Instagrama, gdzie znajdziecie więcej treści oraz codzienne relacje z moich kuchennych wojaży. Do zobaczenia wkrótce. Cześć!

Dodaj komentarz