Vinitaly 2025

Kolejna edycja Vinitaly zbliża się wielkimi krokami, a ja dopiero przychodzę do Was z podsumowaniem poprzedniej. Cóż, to był szalony rok i nie wszystko wyszło tak jak planowałem. Mimo tego opóźnienia serdecznie zapraszam Was do lektury.

Instalacja przy wejściu. Napuszona przemowa odtwarzana z głośników przypominała mi przemowę księżniczki Irulany z początku „Diuny” Lynch’a: „…the spice extends life. The spice expands consciousness. The spice is vital to space travel”.

Kilka słów wstępu

Kiedy prawie półtora roku temu braliśmy wraz z Tomkiem i Rafałem udział w Vinitaly 2025 (o czym dosyć szeroko pisałem później na blogu), postanowiliśmy że spotkamy się na tej imprezie także w następnym sezonie – choćby dla przyjemności – i mimo pewnych problemów organizacyjnych udało nam się ostatecznie zrealizować ten zamiar. Tak jak poprzednio, postanowiliśmy przyjechać na miejsce dzień wcześniej. Panowie wraz ze swoją przyjaciółką Kaśką, która w ostatnim momencie dołączyła do naszej wyprawy, wyruszyli samochodem z Polski. Ja natomiast (z racji przebywania w czasie trwania Vinitaly na Sycylii) do Werony dotarłem samolotem. Uniknąłem w ten sposób niezwykle męczącej, wielogodzinnej podroży. Jako, że lot miał miejsce dosyć wcześnie, udało mi się na dodatek odrobinę pospacerować po tym pięknym mieście, a nawet przygotować nieco naszą stancję na przyjazd pozostałych uczestników.

Portoni della Bra

À propos tej ostatniej, niestety ponownie nie mieliśmy szczęścia. Wprawdzie udało nam się znaleźć niedrogie lokum w samej Weronie, jednak tuż przed targami wymówiono nam je bez podania przyczyny. Nową stancję w rozsądnej cenie udało się znaleźć dopiero w położonym trzydzieści kilometrów dalej Costermano sul Garda. Odległość ta nie wydaje się duża, jednak autobus którym dojeżdżaliśmy na targi pokonywał ją w około półtorej godziny. Wraz z dojściem traciliśmy w ten sposób codziennie około czterech godzin, których bardzo brakowało nam na odpoczynek lub zakupy. Postanowiliśmy jednak nie korzystać z samochodu (o ile nie będzie to absolutnie niezbędne) i nie obciążać nikogo obowiązkami kierowcy.

Amfiteatr w Weronie

Niestety już pierwszego dnia targów złapałem jakiegoś wirusa lub bakterię i do końca pobytu walczyłem o utrzymanie zdrowia w stanie umożliwiającym dalsze uczestnictwo w imprezie. Los był o tyle łaskawy, że nawet na chwilę nie straciłem węchu i smaku, więc – chociaż czułem się momentami dosyć kiepsko – mogłem nadal brać udział w degustacjach. Ostatecznie choroba pozwoliła mi dotrwać prawie do samego końca targów – wyjeżdżałem rano ostatniego dnia – przypuszczając ostateczny i tym razem skuteczny atak dopiero po wylądowaniu w Katanii (niestety z różnym natężeniem towarzyszyła mi ona jeszcze przez następny miesiąc).

Wszystkich zainteresowanych kwestiami organizacyjnymi imprezy zapraszam do przeczytania relacji z ubiegłego roku (tu link) – pod tym względem nic się nie zmieniło. No, może poza lepszą organizacją ruchu w mieście. Nie będę także pisał o jedzeniu na targach – pomni zeszłorocznych doświadczeń zrezygnowaliśmy z pomysłu żywienia się na miejscu, nie licząc dokarmiania przez niektórych wystawców 😉.

Piazza delle Erbe

Wino

Skoro tematy poboczne nam odpadły, przejdźmy do najważniejszej części tego tekstu – wina. Na poprzednich targach znaleźliśmy szereg ciekawych producentów – etykiety niektórych z nich znalazły się już na półkach należących do Tomka sklepów spod znaku Smaki Aromaty. Mówię tu o pochodzących z Piemontu Marenco Vini i Cantina Massucco oraz toskańskiej Fattoria Lornano. Do portfolio trafiły także franciacorty od Camilucci, muszę jednak podkreślić, że w tym przypadku głosowałem za winami od innego producenta. Nie udało nam się natomiast znaleźć dobrego i niedrogiego prosecco oraz przyzwoitej Sycylii w rozsądnej cenie.

I tu dochodzimy do celów, jakie wyznaczyliśmy sobie w tym roku. Prócz dwóch wymienionych, w zakres poszukiwań wchodziły także: barolo, valpolicella – zwłaszcza podstawka i amarone, oraz porządne lambrusco, zarówno w wersji wytrawnej jak i półsłodkiej. Oczywiście w naszym karneciku były też rozliczne pomniejsze zadania, jak odwiedzenie osób aktualnie współpracujących z Tomkiem, czy działania tak mało romantyczne jak poszukiwanie pijalnego fragolino (cóż począć, kiedy ludzie czegoś chcą😉). Jak widzicie zatem – było co robić.

Miłe chwile przy winach od Lornano.

Zacznijmy może od starych znajomych. Pierwszym z odwiedzonych była Fattoria Lornano. Udało nam się spróbować nowych roczników kilku ich win i muszę powiedzieć, że poziom został przynajmniej utrzymany. Rosso Toscano 2024 (3,8/5) zaprezentowało się lżej niż znany mi rocznik 2022 (rocznik 2023 gdzieś się zapodział po drodze 😉), pokazując owoc spod znaku świeżej i suszonej wiśni podparty odrobiną suszonych ziół. Spore wrażenie zrobiło na mnie Le Bandite Chianti Classico Riserva 2020 (4,1/5). Świeże i żywiołowe, ale jednocześnie cieliste. Tak jak poprzedni rocznik, zaprezentowało nuty wiśni – zarówno świeżych jak i suszonych, dymu, przypalonego drewna, a także mocne, ale już gładkie taniny. Czekam z niecierpliwością, aż znajdzie się na półce w Smakach Aromatach. Pojawiła się też nowa odsłona produkowanego przez Lornano słodziaka. Vin Santo del Chianti Classico 2015 (4,1/5) to wino skoncentrowane, pełne kandyzowanego ananasa, imbiru miodu i rodzynek, przyjemnie pikantne w ustach. Tyle nowości. Spróbowaliśmy też kilku butelek znanych nam z poprzedniego sezonu. Jak zawsze świetnie wypadło energiczne, nieco kościste Chianti Classico 2021 (4,0/5) (recenzowałem je dla Was tutaj). Świetnie wypadły także Chianti Classico Gran Selezion 2017 (4,1/5) i supertoskan Commendator Enrico 2019 (4,0/5). Pierwszy, prócz typowych dla chianti wiśni, poczęstował nas nutami nalewki i powideł z tychże owoców, dymu i tytoniu, mocnymi taninami i świetną kwasowością. Drugi zaprezentował się bardziej miękko i przymilnie. Zamiast wiśni pojawiły się tu truskawki, w podobnym jednak do poprzednika dymno-drewnianym anturażu. Jeśli porównacie oceny z poprzedniej edycji Vintitaly do tych powyżej, zauważycie że mój odbiór win od Lornano zmienił się wyraźnie na plus. Oczywiście może być to spowodowane ich rozwojem przez ostatni rok, warto jednak pokreślić, że poprzednio próbowaliśmy ich będąc mocno zmęczonymi, po dwóch pierwszych dniach imprezy.

Odwiedziliśmy również pochodzące z Wenecji Euganejskiej Bonotto delle Tezze (kilka win tego producenta recenzowałem dla Was w grudniu zeszłego roku). Także tutaj pojawiły się nowe roczniki (i to w przypadku większości win), zacznę jednak od dwóch całkiem nowych etykiet. Pierwszą było, niedostępne jeszcze w sprzedaży, Luigi Venti Metodo Classico Brut 2020 (3,8/5). Bardzo pijalny klasyczny musiak, o aromatach gruszek, jabłek i cytrusów podbitych lekkim cukrem resztkowym. Drugą było Ribelle (3,7/5) wyprodukowane metodą ciśnieniową, nierocznikowe, stuprocentowe raboso piave. Aromaty truskawek i ciemnej czereśni oraz dobra kwasowość czynią z niego świetnego kandydata do roli wina na leżak. Ze znanych mi już etykiet w nowych rocznikach najbardziej smakowały mi Malanotte del Piave 2020 (4,1/5), Potestà Raboso del Piave 2021 (4,0/5), oba porządnie skoncentrowane z przeczystymi nutami świeżych czerwonych owoców, dobrą głębią i kwasowością. Mam nadzieję, że już niedługo zamieszczę ich recenzje na blogu.

W Bonotto delle Tezze jak zawsze rodzinna atmosfera.

Swoje kroki skierowaliśmy też do Marenco Vini. Rozmowy o podjęciu współpracy z tym producentem trwały od poprzedniego sezonu i w czasie Vinitaly 2025 były już na etapie finalizacji. Była więc to wizyta obowiązkowa, jednocześnie jednak czysta przyjemność. Wiele win doczekało się już nowych roczników, pokazały się też etykiety, których nie mieliśmy okazji próbować poprzednim razem. Zacznijmy od słodziaków. Te z Asti obroniły swoją pozycję mimo słabszego rocznika, przekładającego się na nieco mniejszą koncentrację aromatów. Ponownie najbardziej podobało nam się pochodzące z pojedynczej parceli Scrapona Moscato d’Asti 2024 (4,0/5) – leciutka ale przestrzenna, z nutami białych kwiatów, geranium i dojrzałych żółtych owoców. Strev Moscato d’Asti 2024 (3,9/5) wypadło niewiele gorzej. Tu także pojawiły się nuty żółtych owoców i kwiatów, tym razem w towarzystwie miodu. Minimalnie lepiej niż w poprzednim roku wypadły czerwienie. Podstawowa Bassina Barbera d’Asti 2023 (3,9/5) to wino niezwykle świeże i czyste, pełne dojrzałego czerwonego owocu, po prostu pyszne. Jeszcze lepiej wypadła Ciresa Barbera d’Asti Superiore 2022 (4,0/5), prezentując wspaniały nos pełen ciemnych czereśni i wiśni, a do tego świetną kwasowość i nieco głębi. Bardzo podobała mi się także Albarossa 2022 (4,0/5). Chociaż aromatycznie podobna do poprzedniczki, była wyraźnie krąglejsza i jeszcze łatwiejsza w piciu. Z win, których próbowaliśmy po raz pierwszy najbardziej spodobało mi się Alta Langa Blanc de Noirs (3,8/5) – mineralne, pełne aromatów jabłek i gruszek, z dobrym musowaniem.

Te dwie ślicznoty oceniałem dla Was niedawno.

Obowiązkowym punktem naszej marszruty było także znane z poprzedniego sezonu Massucco. Producent dał się poznać olbrzymim portfolio naprawdę dobrych win. Podobnie było i tym razem. Z racji mnogości etykiet i napiętego grafiku spróbowaliśmy tylko części z nich, nie do końca trafiając w te z zeszłego roku. Biele prezentowały przyzwoity poziom, jednak ponownie to czerwienie zrobiły lepsze wrażenie. Tu wymienić muszę Barbera d’Alba Superiore 2020 (4,0/5) pełną wiśni i truskawek, wspartych nutami dębu, ze świetną kwasowością i mocnymi taninami, bardzo wytrawną.  Podobało mi się także Roero Riserva 2016 (4,0/5). Wina tego próbowaliśmy już poprzednio, jednak tym razem zrobiło na mnie większe wrażenie – więcej tu aromatów suszonych owoców (zwłaszcza wiśni), pojawia się też odrobina lukrecji i dymu. Obowiązkowa w nebbiolo wysoka kwasowość i taniny są oczywiście na miejscu. Wino jest już przyjemne w piciu, ale można też potrzymać je jeszcze kilka lat. Prócz wymienionych wcześniej, sporą przyjemność sprawiły nam też Nebbiolo d’Alba 2023 (3,9/5) i Nebbiolo Langhe 2023 (3,9/5), oba prezentujące czyste nuty truskawek i wiśni, zarówno w formie świeżej jak i domowych przetworów, ale także niczym nieokiełznane jeszcze młodzieńcze taniny i kwasowość. Tu dobrze byłoby chwilę poczekać przed konsumpcją. Dobrze wypadło także Roero 2019 (3,9/5). Kieliszek wypełniały przyjemne nuty świeżej truskawki i czerwonych śliwek, dymu i tytoniu. Niestety mimo kilku dodatkowych lat na karku wino nadal częstuje nas mocnymi i nieco suchymi taninami. Ci, którzy czytali mój tekst na temat Vinitaly 2024 mogą pamiętać moje narzekanie, że nie spróbowaliśmy wtedy barolobarbaresco od tego producenta. Tym razem nadrobiliśmy to niedopatrzenie. Okazało się jednak, że wina te są produkowane przez podwykonawcę i jedynie etykietowane przez Massucco. Bardziej smakowało mi Barolo 2020 (3,9/5). W kieliszku znaleźć można było pieczone truskawki, suszone wiśnie, tytoń i odrobinę czekolady. Wino było dobrze zbudowane i pełne treści. Niestety trochę zawodziła kwasowość, która jak na nebbiolo była moim zdaniem niewystarczająca. Szkoda, chociaż i tak była to przyjemna butelka. Barbaresco 2021 (3,7/5) pokazało się jako dosyć proste i nieprzesadnie skoncentrowane. Możliwe, że otworzy się z czasem. Z pewnością nie można mu za to zarzucić braku kwasowości.

Nie mogło zabraknąć wizyty w Massucco.

No dobrze. Tyle moich odwiedzin u wcześniej poznanych winiarzy. Tomek et consortes odwiedzili jeszcze kilku zaprzyjaźnionych producentów, ja jednak skupiłem się wyłącznie na poszukiwaniu nowości, rozpoczynając od lambrusco. To pochodzące z Emilii-Romanii niepozorne, a w naszym kraju niezbyt popularne i nieco niezrozumiane wino jest jednym z moich ulubionych (nie dotrzymuję w tym jednak kroku mojej żonie😉). Lambrusco powstaje z szeregu niespokrewnionych ze sobą miejscowych szczepów, takich jak l. sorbara, l. salamino czy l. grasparossa, co powoduje sporą rozpiętość charakterystyk między poszczególnymi etykietami. Generalnie jednak są to czerwone wina musujące lub półmusujące, wytrawne do półsłodkich, zazwyczaj owocowe i świeże, z dobrą kwasowością. Te z mniejszą ilością cukru resztkowego nadają się wspaniale do tłustych dojrzewających wędlin, potraw z grilla, czerwonych makaronów i pizzy. Słodsze butelki sprawdzą się jako aperitif, partner do sałatek owocowych czy samodzielny lekki deser.

Podczas tegorocznej wyprawy pierwszy kontakt z lambrusco mieliśmy jeszcze przed rozpoczęciem targów – kilka etykiet tego wina namierzyłem w sklepie w Costermano sul Garda, gdzie spaliśmy. Spośród nich wybrałem trzy wytrawne wina, które umilały nam pierwszy wieczór na miejscu, a jednym z nich było Lambrusco di Sorbara Secco od Cantina di Carpi e Sorbara, które zakupiłem w zapierającej dech w piersiach promocyjnej cenie 2,59 euro! Wina od tej spółdzielni są w ograniczonym stopniu dostępne również w polskiej dystrybucji, np. w sklepie Kondrat Wina Wybrane (trzy etykiety), kilku kolejnych miałem okazję próbować wcześniej i wszystkie one są przeze mnie oceniane przynajmniej dobrze. Z tego też powodu wybrałem je jako idealne do skalibrowania kubków smakowych przed dalszą degustacją.

Cantina di Carpi e Sorbara zajmuje specjalne miejsce w moim sercu.

Nie zawiedliśmy się ani trochę. Smakowały nam niemal wszystkie zaprezentowane etykiety, z których części nie miałem okazji próbować wcześniej. Dobrze wypadło jak zwykle Lambrusco di Sorbara Secco (3,9/5) – wytrawne i świeże, z aromatami poziomek i młodej wiśni. Warto w tym miejscu dodać, że jest to trzecia etykieta tego producenta o tej samej nazwie, jaką widziałem – dwie pozostałe to ta sprzedawana przez Marka Kondrata i ta kupiona dzień przed targami w Costermano sul Garda. Jako że smak tej z Wina Wybrane znam doskonale, uważam że nie jest to to samo wino (chociaż różńcie nie były duże, to jednak wyczuwalne). Co ciekawe, zapytani o to przedstawiciele spółdzielni nie byli w stanie odpowiedzieć na pytanie: czy są między nimi różnice i jakie ewentualnie. Równie dobre, a jednocześnie mocno odmienne w profilu było Lambrusco Salamino di Santa Croce (3,9/5). Wino było znacznie bardziej treściwe od Sorbary, pojawiły się nuty dojrzałych truskawek, ciemnych czereśni i wiśniowej skórki. Chociaż równie wytrawne, przez swoją charakterystykę organoleptyczną sprawiało wrażenie nieco słodszego. Zdecydowanie najlepiej wypadło jednak refermentowane w butelce Omaggio a Gino Friedmann Lambrusco di Sorbara (4,1/5). Eleganckie i nieźle skoncentrowane, pełne aromatów wiśni szklanek, kwiatów, czerwonych śliwek i takiegoż jabłka, podlanych dobrą kwasowością.

Kolejny przystanek – Chiarli. Z ich winami miałem styczność wielokrotnie, jednak – nie ma co ukrywać – nie znam ich tak dobrze jak produktów Cantina di Carpi e Sorbara. Zaskoczył mnie niezwykle zróżnicowany poziom jakościowy win. Butelki takie jak Villa Cialdini Lambrusco Grasparossa d Castelvetro (3,9/5) i Pruno Nero Lambrusco Grasparossa di Castelvetro (3,9/5) – oba bogate, pełne ciemnych owoców, z wyczuwalna taniną i dobrą kwasowością – czy oparta na sorbarze leciutka Vecchia Modena Lambrusco di Modena (3,9/5), o smaku wiśniowo-poziomkowej galaretki, bardzo nam smakowały. Z drugiej strony było też kilka kompletnie nieudanych butelek i nie mówię tu nawet o takich potworkach jak lambrusco bianco. W pamięć zapadło mi zwłaszcza spumante Blanc de Blancs Brut urokliwie pachnące jajami na twardo 😉.

Następnie wybraliśmy się do Medici Ermate, rodzinnej winiarni prowadzonej przez piąte pokolenie rodziny Medyceuszy (nie wiem czy mają coś wspólnego z  t y m i  Medyceuszami). Spróbowaliśmy tam kilku win z kilku różnych linii oferowanych przez producenta. Poza pojedynczą wpadką etykiety wypadły naprawdę dobrze (jak się zresztą okazało, z samym producentem miałem już do czynienia wcześniej, jednak zorientowałem się dopiero po pierwszym winie). Bardzo dobre wrażenie zrobiło na nas sztandarowe Concerto Lambrusco Reggiano Biologico – pachnące świeżymi ciemnymi owocami, kwasowe i wytrawne, z dobrym musowaniem i sporą ilością miękkich tanin. Mocno odmienne, ale równie dobre było Bocciolo Grasparossa Dolce. Tutaj dominowały wiśnie i ciemne czereśnie w towarzystwie dosyć wysokiego cukru resztkowego, szczęśliwie skontrowanego przyzwoitą kwasowością i musowaniem.

Dobrze wypadła też należąca do Casali Vini Pra di Bosso. Wina z tej linii były przez krótką chwilę dostępne w jednym z polskich sklepów, niestety temat szybko zarzucono. Spróbowaliśmy dwóch butelek, obie nam smakowały – bardziej Lambrusco Reggiano Amabile (3,9/5) – jak na lambrusco cieliste, pełne nut ciemnych czereśni, wiśni i jeżyn. Bardzo podobne jeśli idzie o profil aromatyczny było Lambrusco Reggiano Secco (3,8/5). Tu jednak wszystko podano na wytrawnie, z odrobiną goryczki.

Przepyszne!

Chciałbym wyróżnić także wino od Umberto Cavicchioli. Vigna del Christo Lambrusco di Sorbara (4,0/5), bo o nim mowa, pochodzi z ich linii Exclusive. Miałem wcześniej okazję dwukrotnie próbować tej etykiety i zawsze robiła na mnie doskonałe wrażenie. Tak było i tym razem. Wino było wytrawne i kwasowe, bardzo świeże. W kieliszku odnaleźć można nuty wiśni, wiśniowej galaretki i malin. Takie lambrusco mógłbym pić codziennie.

Na koniec zostawiłem sobie producenta, z którym nigdy wcześniej nie miałem do czynienia i którego zresztą odwiedziliśmy jako ostatniego – Cantina di Santa Croce. Spróbowaliśmy tu w sumie czterech win. Smakowały nam wszystkie, ale wyróżniłbym dwa. Vendemmie Rosé Spumante Brut (3,9/5) to bardzo przyjemne wino o aromatach czereśni i poziomek, świeże, przyjemnie rozpostarte, z odrobiną głębi. Wszystko zostało zwieńczone porządnym, długo utrzymującym się musowaniem. Zdecydowanie wygrało jednak Lambrusco Salamino di S. Croce Vigne Vecchie (4,1/5), automatycznie wchodząc to czołówki win tego typu, jakie piłem w życiu. Tu zgadzało się wszystko. Zarówno super dojrzały i skoncentrowany owoc spod znaku wiśni, ciemnych czereśni i czerwonych śliwek, nadająca objętości tanina, jak i bardzo dobre musowanie i wysoka kwasowość wspaniale odświeżające całość. Ciężko byłoby zrobić coś więcej. Po tej butelce postanowiliśmy zejść ze szlaku i zająć się poszukiwaniem czegoś innego 😉. Mam nadzieję, że wina od Cantina di Santa Croce pojawią się niedługo w ofercie Smaków Aromatów. Szkoda byłoby zmarnować taki potencjał!

Pierwsze spotkanie z Valpolicellą na Vinitaly.

Podczas poszukiwania lambrusco trafiliśmy na wcale nie małą ilość win, których nie można uznać za zbytnio udane. Wpadki producentów z Emilii-Romanii były jednak niczym w porównaniu do tych, jakich świadkiem byłem poszukując valpolicelli. Jeśli zastanawiacie się czemu ostatnie zdanie zakończyłem w liczbie pojedynczej to śpieszę z wyjaśnieniem. Ten rozdział werońskiej przygody był w olbrzymiej większości moim solowym występem, reszta naszej kompanii w tym czasie odbywała zaplanowane wcześniej spotkania. Po ich zakończeniu Tomek, Rafał i Kaśka przyszli, jak to się mówi, na gotowe – plewy zostały już oddzielone od ziarna. Niestety momentami była to droga przez mękę. Poszukując win do portfolio Smaków Aromatów przyglądałem się oczywiście głównie producentom mniej znanym, czasami dopiero rozpoczynającym swoją karierę. Być może gdybym skupił się na pierwszoplanowych gwiazdach, mój odbiór byłby wyraźnie lepszy. Tych odwiedziłem jednak niewiele, a muszę nadmienić, że także wśród nich było kilka poważnych wpadek.

Szczególnie zaskakujący był niski poziom win z najwyższej półki, czyli amaronerecioto. Przed rozpoczęciem poszukiwań przypuszczałem, że zawodzić będzie przede wszystkim prosta valpolicella, potraktowana po macoszemu przez dumnych producentów win z podsuszanych gron. Nic bardziej mylnego, podstawowe wina zwykle dobrze się broniły. Uśmiech zażenowania wywoływały natomiast butelki flagowe. Te bywały albo bombastycznie przerysowane albo cienkie i utlenione, o martwych aromatach owocowego suszu podlanego melasą. Kiedy dodatkowo na pytanie o cenę hurtową producent bez śladu wstydu wypowiadał sumę trzydziestu czy czterdziestu euro, nieraz miałem ochotę głośno się roześmiać. Napuszone słowa, którymi winiarze zachwalali swoje nadające się do zlewu wina przypomniały mi natychmiast zeszłoroczne poszukiwania prosecco. Warto jednak podkreślić, że tam ceny, nawet najbardziej „królewskich”, butelek kończyły się dosłownie na kilku euro.

Koniec końców udało się odnaleźć kilku producentów, których można było wziąć pod uwagę przy budowaniu portfolio Smaków Aromatów. Zdecydowanie należy tu wspomnieć o Cantina del Castello. Producent ten wywodzi się z Soave, ale posiada swoje winnice również w Valpolicelli. Zacznijmy od tej drugiej, w końcu to ona była obiektem moich poszukiwań. Smakowała mi wiśniowo-czereśniowo-kwiatowa podstawka – Valpolicella 2023 (3,8/5). Dobrze wypadło także Ripasso Superiore della Valpolicella 2021 (3,9/5), prezentujące nuty świeżych i suszonych wiśni, czarnej herbaty, miodu, ze świetną kwasowością. Moje serce skradło jednak Amarone della Valpolicella 2018 (4,1/5). Mające już parę lat na karku wino pokazało nuty dymu, skóry i miodu, a także solidną ilość lekko podsuszonego owocu. Dzięki niezłej kwasowości nie brakowało mu też wigoru. Butelce tej (ex aequo z jeszcze jedną flaszką, o której niżej) przyznaję też palmę pierwszeństwa wśród spróbowanych win z tej kategorii. Nie sposób nie powiedzieć też dwóch słów na temat win tego producenta pochodzących z Soave. Tych zaprezentowano mi aż sześć, z czego niespecjalnie smakowało mi tylko musujące Soave Brut. Z pozostałych chciałbym wyróżnić dwa. Dojrzewające w amforach Acini Vulcanici Soave Classico 2022 (4,0/5) to wybuch mineralności, który zawdzięczamy wulkanicznemu podłożu, na którym rosną krzewy. W kieliszku jest obfite, z nutami owocowego suszu i owoców egzotycznych, ale też dobrą, świeżą kwasowością. Drugie to Acini Soave Classico 2022 (4,0/5), również dobrze skoncentrowane, o nutach suszonych owoców, przypraw i kandyzowanego imbiru, ponownie z dobrą kwasowością.

Jedno z miejsc, które postanowiłem zaprezentować moim towarzyszom.

Kolejnym producentem, którego chciałbym wyróżnić jest Manara. Ich stoisko było zresztą jednym z pierwszych, jakie napotkałem. Smakowały mi w sumie wszystkie znalezione tu butelki. Dobre były podstawowe Valpolicella Classico (3,8/5) i Valpolicella Classico Superiore (3,8/5), a także Valpolicella Ripasso Classico Superiore (3,9/5) – wszystkie owocowe i świeże, ze świetną kwasowością. Porządnie wypadły także Recioto della Valpolicella (3,9/5) oraz Corte Manara Amarone della Valpolicella Classico (3,9/5). Pierwsze dosyć obfite, pełne aromatów śliwek, ciemnych czereśni, miodu i rodzynek. Drugie zaskakująco lekkie, mocno owocowe, z dobrą taniną i kwasowością (myślę, że potrzebuje jeszcze trochę czasu). Zdecydowanym wygranym i jednym z dwóch najlepszych Amarone w ogóle (wspominałem o tym wcześniej) była Postera Amarone della Valpolicella Classico (4,1/5), wino mięsiste, pełne suszonych owoców, wiśni, ciemnych czereśni i czekolady. Nieprzesłodzone, za to ze wspaniałą odświeżającą kwasowością. Pycha!

Dobrze wypadł też producent, którego już po zakończeniu moich poszukiwań polecono nam w Marenco Vini. Cantina Marchi, bo o nim mowa, zaprezentowało nam tylko trzy wina, ale za to wszystkie udane. Valpolicella Superiore 2022 (3,8/5) pokazała nuty czerwonych owoców i kwiatów, wsparte doskonałą, pełną wigoru kwasowością. Valpolicella Ripasso Superiore 2021(3,9/5) dołożyła do tego suszone owoce i lepszą koncentrację. Najlepiej wypadło jednak Amarone della Valpolicella 2020 (4,0/5) – przydymione, pełne nut kwiatów, świeżych i suszonych owoców, wytrawne, taniczne, ale także z dużą dawką świeżości. W skrócie: porządny przedstawiciel swojego gatunku.

Le Bignele wybrałem na początek. Niestety wyższe wina zawiodły.

Nieźle wypadło jeszcze dwóch z testowanych producentów: Gamma ArvediVincento Agostino. W portfolio pierwszego zwracała uwagę zwłaszcza dojrzewająca w beczkach i amforach Valpoicella Superiore Valpantena 2023 (3,9/5) – pełna nut czerwonych owoców, wiśni w likierze i przypraw. W drugim przypadku wyróżniłbym podstawową Valpolicellę 2023 (3,8/5) – być może najlepsze tego typu wino wśród wszystkich spróbowanych. Przyciągało uwagę niezwykle pięknym nosem złożonym z aromatów truskawek, wiśni i kwiatów. W ustach potoczyste, sokowate i oczywiście kwasowe. Bardzo dobre. Obaj producenci niestety nie posiadali w swoim portfolio ripasso, amarone lub recioto (co było warunkiem sine qua non do podjęcia współpracy), jednak przynajmniej w przypadku tej pierwszej winiarni plany wprowadzenia tych win do portfolio są podobno bliskie urzeczywistnienia. Zobaczymy za rok 😉.

Wcześniej zaplanowane spotkania, przypadkowe degustacje i współpraca z pewnym niezbyt udanym pośrednikiem zabrały nam na tle dużo czasu, że Prosecco i Sycylia nie doczekały się swojej chwili. Ostatnim z naszych ustalonych na początku wyprawy celów, jaki udało się w pewnym stopniu zrealizować do momentu mojego wyjazdu rano czwartego dnia targów, było poszukiwanie barolo.  Piszę, że do pewnego stopnia, gdyż poszukiwania te ciężko uznać za przesadnie udane i rozstrzygające. Prócz nadrobienia win od Masucco, o czym pisałem wcześniej, odwiedziliśmy jeszcze tylko kilku producentów. Mimo że większość została nam polecona, to poważnych wpadek nie brakowało także tutaj. Niektóre wina miały wady, które w mojej ocenie powinny od razu wykluczyć je z dystrybucji. Dodatkowym problemem była sama charakterystyka barolo. Osobom o mniejszym doświadczeniu tłumaczę: wina te są często mocno zamknięte i bardzo taniczne w swoim początkowym stadium, a przez to mało aromatyczne i nieprzyjemne w piciu. Potrzebują lat (czasami wielu), by pokazać swoje możliwości. O ile więc nie jesteśmy Master of Wine, możemy mieć problem z wyborem młodego barolo. Chociaż spróbowałem w życiu pewnej liczby butelek, także ja poruszam się tu do pewnego stopnia po omacku. Do najlepszych ze spróbowanych zaliczyłbym Barolo del Commune di Serralunga d’Alba 2019  (4,0/5) od Alessandro Rivetto – nieco likierowe i dymne, pełne suszonych kwiatów i wiśni, jednocześnie świeże i pełne wigoru. Od tego samego producenta nieźle wypadło także Barolo 2020 (3,9/5). Wino także zaprezentowało nuty wiśniowego likieru, poza tym dobrą strukturę, było jednak wyraźnie bardziej zamknięte. Podobało mi się także Barbaresco 2020 (3,9/5) prezentujące nuty suszonych wiśni, powideł truskawkowych oraz dymu, nieprzesadnie taniczne, za to pełne kwasowej werwy. Brzmi nieźle, prawda? Niestety trzy najwyższe wina w portfolio producenta – barolo pochodzące z pojedynczych parcel – to, jak mawiał klasyk, same kaszany. Wszystkie co do jednego były poważnie utlenione, w jednym przypadku tak bardzo, że wino sprawiało wrażenie całkowicie martwego. Prezentującej nam je osobie, oczywiście nie drgnęła nawet powieka kiedy chwaliła ich zalety 😉.

Już jest niezłe.

Dobre wina znaleźliśmy u jeszcze jednego producenta – Bric Cenciurio. Barolo Manrobiolo di Bussia 2019 (3,9/5) i Barolo Coste di Rose 2019 (3,9/5) to wina bardzo jeszcze zamknięte i wymagające długiego leżakowania, co w tym konkretnym roczniku raczej nie dziwi. Co zatem mi się w nich spodobało? Oba wina imponują niezwykle mocną strukturą. Taniny są wszechogarniające, ale uporządkowane i precyzyjne. Wyraźny, chociaż nieprzesadzony jest też alkohol. Ich kwasowością obdzielić można by kilka butelek. Kiedy w końcu się otworzą, będą zapewne wspaniałe. Wyraźnie bardziej otwarte było Barolo Manrobiolo di Bussia 2018 (3,9/5). Tu już wyraźnie pojawiły się nuty suszonych owoców, domowych powideł z truskawek i dymu, lżejsza była natomiast struktura. Wino jest całkiem pijalne już teraz, z pewnością dając więcej przyjemności niż dwie poprzednie butelki. Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że za parę lat rocznik 2019 będzie błyszczał znacznie bardziej. Na razie najlepsze było natomiast Barolo Coasta di Rose 2018 (4,0/5) Tutaj także pierwsze skrzypce zagrała mocarna struktura. Prócz niej wino odsłoniło już jednak także nieco aromatów. W kieliszku pojawiły się nuty wiśni i wiśniowych powideł, egzotycznego drewna i dymu. Chętnie spróbowałbym go za parę lat.

Kilka słów na koniec

To tyle w temacie mojego udziału w Vinitaly 2025. Jak zawsze w przypadku opisywania przeze mnie imprez winiarskich tekst przybrał nieco przerażające rozmiary, a nie rozpisywałem się przecież o morzu wypitego kiepskiego wina. Cóż, postaram się z tym skończyć i w przyszłości pisać nieco bardziej zwięźle, a publikować szybciej 😉.

Co do naszego ewentualnego udziału w przyszłorocznej edycji imprezy, to rozmowy trwają i pewnie wybierzemy się ponownie.  Jako, że najbardziej palące potrzeby Smaków Aromatów i Vinobaru zostały póki co zaspokojone, kolejna edycja ma szansę przebiec nieco spokojniej. Być może wrócimy do tematu valpolicelli, a może w oko wpadnie nam coś nowego? Zobaczymy.

Na dzisiaj to wszystko, co dla Was przygotowałem. Kolejne teksty wkrótce. W międzyczasie zapraszam do odwiedzania mojego Instagrama, gdzie znajdziecie więcej ciekawych, mam nadzieje, treści. Cześć!

2 myśli w temacie “Vinitaly 2025

Dodaj odpowiedź do Asiołek Anuluj pisanie odpowiedzi